Cóż..
Moja nocna nie przygoda minęła.
Czy była słuszna i w ogóle potrzebna? Nie wiem.
Pewnie nie...
Ja już taka jestem.
Cholernie emocjonalna i wrażliwa. [sic!]
Nie lubię cierpieć, ale bez cierpienia nie potrafiłabym żyć...
Sytuacja w której obecnie się znajduje jest dość mocno skomplikowana, choć uczuciowo jest jasno i klarownie.
A wygląda to mniej więcej tak:
Żyło sobie dwoje ludzi, z pozoru różnych, z totalnie innych światów.
Do tego dzieli ich 2.000 kilometrów.
Kiedyś tam poznali się w brudnych odmętach internetu.
Przy bliższej analizie okazuje się jednak, że są bratnimi duszami.
Oboje tkwią w dość mocno zwichrowanych związkach w których dość mocno się duszą. Uświadamiają to sobie boleśnie przy każdej wspólnej rozmowie.
Uzależnienie od rozmów. Oczywista przyjaźń.
Wszystko to nieplanowane, naturalne, oczywiste...
Pierwsze wspólne spotkanie w Manchesterze. Co robi ona? Zrywa. I czeka.
Drugie wspólne spotkanie w Rzeszowie. Co robi on? Zrywa.
Co robią dalej? Czekają...
Gdyby móc się spakować ot tak, i wyjechać za granicę...
Jak się jednak chce być dorosłym to trzeba twardo stąpać po ziemi i kierować swoim życiem z głową na karku. A ja już zbyt wiele błędów popełniłam. Zbyt wiele czasu zmarnowałam na wierne, ślepe oddanie dla faceta.
Nigdy więcej!
Mój nowy wybranek wydaje się inny. Tylko, że wcześniej też tak myślałam...
Enyway.
Załamanie emocjonalne minęło.
Trochę jeszcze powieka mi lata ale trzymam się nieźle.
(Nieźle mnie skurczybyk podpuścił! Ale chyba dałam się trochę podpuścić... I dobrze!)
Znów trzymam fason i wierzę.
Noc umilam sobie z Panią Czubaszek. Konkretnie książką "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Konkretna agentka i niezła aparatka. Uwielbiam takie kobiety.
Jutro mój pierwszy dzień pracy!
Mam na 15.30 więc mogę posiedzieć do rana.
Praca to moja nadzieja! (czyt. brak czasu na negatywne i destrukcyjne rozkminy.)
Mamy 22luty więc (o ile dobrze liczę a z matmy nigdy nie brylowałam) za 28 dni widzę się z człowiekiem, który nadaje ostatnio sens memu życiu.
Widzieć będziemy się kilka dni, więc zdążę jeszcze pomarudzić, pożalić i ukochać.
To jest to.
Łączna liczba wyświetleń
środa, 22 lutego 2012
poniedziałek, 20 lutego 2012
Bezsenność.
Próbowałam zasnąć, naprawdę.
Zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że leży obok.
Nie dotyka mnie, dlatego go nie czuje. Leży jednak na drugim końcu łóżka i jest tu.
Mój i tylko mój.
Mdli mnie.
Zawsze wymiotuje podczas silnych fal stresu.
Staram się myśleć pozytywnie.
Płaczę.
Nie mogę.
Powstrzymuje się aby nie napisać mu, jak bardzo mi źle. Jak to wszystko przeżywam. Jak ciężko mi zaufać. Jak ta sytuacja mnie przerasta. Zwłaszcza kiedy milczy...
Dlatego tu jestem. Dlatego to piszę.
Tu jest bezpieczniej. Wyrzucę z siebie wszystko, poczuje ulgę. A on nie będzie musiał się mną znów przejmować.
Nie chcę być nachalna, zaborcza, nieufna.
Pragnę aby czuł się prawdziwie kochany, aby czuł się wolny, spokojny.
Kocham straszliwie, całą sobą. Tylko tak potrafię kochać.
Dlatego teraz cierpię...
Biorę oddech. Uspokajam się.
Spazmatyczny histeryczny wdech i wydech.
Otwieram oczy, patrzę na ścianę i zaczyna kręcić mi się w głowie.
Wariuje z miłości, niepewności.
Tak, znów to przeżywam.
Znów umieram.
Gdyby tak móc pozbyć się tej nadmiernej wrażliwości...
Niestety.
Czuję metaliczny, słony smak w ustach.
Znów rozcięłam wargi przygryzając je.
Dość mocne zawieszenie.
Pustka w głowie.
Krew zaschła.
W głowie przestało wirować.
Spokój...
...a jutro obudzi mnie jego telefon i powie, że zasnął dość wcześnie i że mu się śniłam.
Zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że leży obok.
Nie dotyka mnie, dlatego go nie czuje. Leży jednak na drugim końcu łóżka i jest tu.
Mój i tylko mój.
Mdli mnie.
Zawsze wymiotuje podczas silnych fal stresu.
Staram się myśleć pozytywnie.
Płaczę.
Nie mogę.
Powstrzymuje się aby nie napisać mu, jak bardzo mi źle. Jak to wszystko przeżywam. Jak ciężko mi zaufać. Jak ta sytuacja mnie przerasta. Zwłaszcza kiedy milczy...
Dlatego tu jestem. Dlatego to piszę.
Tu jest bezpieczniej. Wyrzucę z siebie wszystko, poczuje ulgę. A on nie będzie musiał się mną znów przejmować.
Nie chcę być nachalna, zaborcza, nieufna.
Pragnę aby czuł się prawdziwie kochany, aby czuł się wolny, spokojny.
Kocham straszliwie, całą sobą. Tylko tak potrafię kochać.
Dlatego teraz cierpię...
Biorę oddech. Uspokajam się.
Spazmatyczny histeryczny wdech i wydech.
Otwieram oczy, patrzę na ścianę i zaczyna kręcić mi się w głowie.
Wariuje z miłości, niepewności.
Tak, znów to przeżywam.
Znów umieram.
Gdyby tak móc pozbyć się tej nadmiernej wrażliwości...
Niestety.
Czuję metaliczny, słony smak w ustach.
Znów rozcięłam wargi przygryzając je.
Dość mocne zawieszenie.
Pustka w głowie.
Krew zaschła.
W głowie przestało wirować.
Spokój...
...a jutro obudzi mnie jego telefon i powie, że zasnął dość wcześnie i że mu się śniłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)