Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 20 lutego 2012

Bezsenność.

Próbowałam zasnąć, naprawdę.
Zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że leży obok.
Nie dotyka mnie, dlatego go nie czuje. Leży jednak na drugim końcu łóżka i jest tu.
Mój i tylko mój.

Mdli mnie.
Zawsze wymiotuje podczas silnych fal stresu.

Staram się myśleć pozytywnie.
Płaczę.
Nie mogę.

Powstrzymuje się aby nie napisać mu, jak bardzo mi źle. Jak to wszystko przeżywam. Jak ciężko mi zaufać. Jak ta sytuacja mnie przerasta. Zwłaszcza kiedy milczy...
Dlatego tu jestem. Dlatego to piszę.
Tu jest bezpieczniej. Wyrzucę z siebie wszystko, poczuje ulgę. A on nie będzie musiał się mną znów przejmować.
Nie chcę być nachalna, zaborcza, nieufna.
Pragnę aby czuł się prawdziwie kochany, aby czuł się wolny, spokojny.

Kocham straszliwie, całą sobą. Tylko tak potrafię kochać.
Dlatego teraz cierpię...

Biorę oddech. Uspokajam się.
Spazmatyczny histeryczny wdech i wydech.
Otwieram oczy, patrzę na ścianę i zaczyna kręcić mi się w głowie.

Wariuje z miłości, niepewności.
Tak, znów to przeżywam.
Znów umieram.

Gdyby tak móc pozbyć się tej nadmiernej wrażliwości...
Niestety.

Czuję metaliczny, słony smak w ustach.
Znów rozcięłam wargi przygryzając je.


Dość mocne zawieszenie.
Pustka w głowie.
Krew zaschła.
W głowie przestało wirować.

Spokój...


...a jutro obudzi mnie jego telefon i powie, że zasnął dość wcześnie i że mu się śniłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz