Łączna liczba wyświetleń

środa, 22 lutego 2012

Ulga.

Cóż..
Moja nocna nie przygoda minęła.
Czy była słuszna i w ogóle potrzebna? Nie wiem.
Pewnie nie...

Ja już taka jestem.
Cholernie emocjonalna i wrażliwa. [sic!]
Nie lubię cierpieć, ale bez cierpienia nie potrafiłabym żyć...

Sytuacja w której obecnie się znajduje jest dość mocno skomplikowana, choć uczuciowo jest jasno i klarownie.
A wygląda to mniej więcej tak:
Żyło sobie dwoje ludzi, z pozoru różnych, z totalnie innych światów.
Do tego dzieli ich 2.000 kilometrów.
Kiedyś tam poznali się w brudnych odmętach internetu.
Przy bliższej analizie okazuje się jednak, że są bratnimi duszami.
Oboje tkwią w dość mocno zwichrowanych związkach w których dość mocno się duszą. Uświadamiają to sobie boleśnie przy każdej wspólnej rozmowie.
Uzależnienie od rozmów. Oczywista przyjaźń.
Wszystko to nieplanowane, naturalne, oczywiste...
Pierwsze wspólne spotkanie w Manchesterze. Co robi ona? Zrywa. I czeka.
Drugie wspólne spotkanie w Rzeszowie. Co robi on? Zrywa.
Co robią dalej? Czekają...

Gdyby móc się spakować ot tak, i wyjechać za granicę...
Jak się jednak chce być dorosłym to trzeba twardo stąpać po ziemi i kierować swoim życiem z głową na karku. A ja już zbyt wiele błędów popełniłam. Zbyt wiele czasu zmarnowałam na wierne, ślepe oddanie dla faceta.
Nigdy więcej!
Mój nowy wybranek wydaje się inny. Tylko, że wcześniej też tak myślałam...

Enyway.


Załamanie emocjonalne minęło.
Trochę jeszcze powieka mi lata ale trzymam się nieźle.
(Nieźle mnie skurczybyk podpuścił! Ale chyba dałam się trochę podpuścić... I dobrze!)
Znów trzymam fason i wierzę.

Noc umilam sobie z Panią Czubaszek. Konkretnie książką "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Konkretna agentka i niezła aparatka. Uwielbiam takie kobiety.

Jutro mój pierwszy dzień pracy!
Mam na 15.30 więc mogę posiedzieć do rana.
Praca to moja nadzieja! (czyt. brak czasu na negatywne i destrukcyjne rozkminy.)

Mamy 22luty więc (o ile dobrze liczę a z matmy nigdy nie brylowałam) za 28 dni widzę się z człowiekiem, który nadaje ostatnio sens memu życiu.
Widzieć będziemy się kilka dni, więc zdążę jeszcze pomarudzić, pożalić i ukochać.
To jest to.

2 komentarze:

  1. Twoja historia jest niczym opowieść bohaterów z książki "Samotność z sieci". Z jednej strony piękna, dynamiczna, a z drugiej bolesna i rozczarowująca. Kontakty internetowe mogą przynieść wiele pięknych chwil, ale bywają również okrutne, trzeba na nie uważać. Trzymaj się, po momentach smutku i załamania przychodzą po raz kolejny te wyjątkowe, rzucające cień na minione wydarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu na spokojnie przeczytałam ten wpis i wiesz, znalazłam pewne analogie ^^
    Tylko u mnie odległość była mniejsza, no i zerwałam z Zanem przed pierwszym spotkaniem z Adamem..

    Zniknęłaś coś, choć Ci się nie dziwię - czasem nie ma się sił na "Ynterner" i rozpisywanie się...

    Trzymaj się ciepło i pamiętaj że trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń