Dawno mnie tu nie było...
Postaram się JAKOŚ to nadrobić, choć tyle się dzieje...
Postanowiłam, że od teraz wpisy będą bardziej przystępne, pisane na luzie. Nie wiem jeszcze czy poprzednie notki skasuje, zobaczę.
I od czego mam zacząć ???
Spotkałam mężczyznę z którym mogę konie kraść, przy którym czuję się bezpiecznie, przy boku którego czuję się pełnowartościową kobietą, przy którym marzenia są na wyciągnięcie ręki...
Pierwszy raz w życiu czuję się częścią kogoś a jednocześnie czuję się wolna. Mogę być sobą i czuję się w pełni akceptowana.
Przepełnia mnie szczęście kiedy słyszę z jego ust, że nigdy przy żadnej kobiecie nie czuł się tak wspaniale.
Każdy facet może to powiedzieć. Ja mu wierzę. Mam powody :)
Sięgam pamięcią wstecz i pamiętam jak czułam się będąc u boku mojego byłego chłopaka...
Szara myszka jakaś taka byle jaka, niespecjalna. Mało bystra, nie ogarnięta.
Ciągle znudzona, znużona i zmęczona. Pierwsze zauroczenie trwało zaledwie moment.
Czemu ciągnęłam to aż 3 wiosny ?
Ktoś coś mi wmówił, ja uwierzyłam. 3 pieprzone lata wpajania, że mam się cieszyć z tego co mam bo i tak nic lepszego mnie nie spotka. Wierzyłam, że tak jest!
Okłamywałam wszystkich naokoło, najbardziej samą siebie.
Cięcia, próba samobójcza o której i tak mało kto wie.
Kiedy o tym pomyślę to przechodzą mnie ciarki. Jak mogłam na to wszystko pozwolić?
Teraz wydaje się to takie absurdalne, żałosne, przykre...
Teraz jestem pełnowartościową kobietą. Oczytaną, która sama decyduje o sobie, która ma wsparcie.
Oczywiście nigdy nie może być aż tak pięknie... Przynajmniej nie od razu.
Nigdy nie czekałam na wakacje tak bardzo jak tej wiosny, nawet za czasów szkolnych.
W lipcu bowiem osiądę na stałe u boku mojej miłości.
2 tygodnie temu kiedy Piotr był tydzień w Polsce i cały ten tydzień spędziliśmy razem dostałam od niego namiastkę szczęścia. W całej tej normalności zwykłych dni było tyle niezwykłych chwil, nie do opisania.
12 tygodni i będę go miała na co dzień.
Z jednej strony dużo (ponad 80 dni bez niego!). Z drugiej strony mało... tłumaczenie papierów, prawo jazdy, szkolenie języka no i praca, która kradnie mi dni.
Co do pracy - niby fajnie, luźno, sympatycznie, ale oczywiście znów nie może być zbyt pięknie...
Pamiętam jak śmiałam się z pewnej informacji przeczytanej na internecie o tym, że córka premiera stała się ofiarą stalkera. Tak, to było mega zabawne póki sama nie stałam się ofiarą...
Z początku było to miłe być adorowaną, zwłaszcza, że mój prześladowca był miłym, inteligentnym, dość przystojnym chłopakiem. Potem zaczęło być niezręcznie.
Dziś się boję.
I pracujemy razem...
Póki co, nie panikuje i mam oczy dookoła głowy.
Trzymajcie kciuki aby rozeszło się po kościach. Chcę tylko spokojnie przepracować ostatnie 3 miesiące w Polsce a potem nic mnie już nie obchodzi. Wyjeżdżam z tego smutnego, żałosnego, paradoksalnego kraju.
Ale o tym następna notka. Rozpisałam się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz