Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 8 kwietnia 2012

Dawno mnie tu nie było...
Postaram się JAKOŚ to nadrobić, choć tyle się dzieje...
Postanowiłam, że od teraz wpisy będą bardziej przystępne, pisane na luzie. Nie wiem jeszcze czy poprzednie notki skasuje, zobaczę.

I od czego mam zacząć ???

Spotkałam mężczyznę z którym mogę konie kraść, przy którym czuję się bezpiecznie, przy boku którego czuję się pełnowartościową kobietą, przy którym marzenia są na wyciągnięcie ręki...
Pierwszy raz w życiu czuję się częścią kogoś a jednocześnie czuję się wolna. Mogę być sobą i czuję się w pełni akceptowana.

Przepełnia mnie szczęście kiedy słyszę z jego ust, że nigdy przy żadnej kobiecie nie czuł się tak wspaniale.
Każdy facet może to powiedzieć. Ja mu wierzę. Mam powody :)

Sięgam pamięcią wstecz i pamiętam jak czułam się będąc u boku mojego byłego chłopaka...
Szara myszka jakaś taka byle jaka, niespecjalna. Mało bystra, nie ogarnięta.
Ciągle znudzona, znużona i zmęczona. Pierwsze zauroczenie trwało zaledwie moment.
Czemu ciągnęłam to aż 3 wiosny ?
Ktoś coś mi wmówił, ja uwierzyłam. 3 pieprzone lata wpajania, że mam się cieszyć z tego co mam bo i tak nic lepszego mnie nie spotka. Wierzyłam, że tak jest!
Okłamywałam wszystkich naokoło, najbardziej samą siebie.
Cięcia, próba samobójcza o której i tak mało kto wie.

Kiedy o tym pomyślę to przechodzą mnie ciarki. Jak mogłam na to wszystko pozwolić?
Teraz wydaje się to takie absurdalne, żałosne, przykre...

Teraz jestem pełnowartościową kobietą. Oczytaną, która sama decyduje o sobie, która ma wsparcie.

Oczywiście nigdy nie może być aż tak pięknie... Przynajmniej nie od razu.
Nigdy nie czekałam na wakacje tak bardzo jak tej wiosny, nawet za czasów szkolnych.
W lipcu bowiem osiądę na stałe u boku mojej miłości.
2 tygodnie temu kiedy Piotr był tydzień w Polsce i cały ten tydzień spędziliśmy razem dostałam od niego namiastkę szczęścia. W całej tej normalności zwykłych dni było tyle niezwykłych chwil, nie do opisania.
12 tygodni i będę go miała na co dzień.
Z jednej strony dużo (ponad 80 dni bez niego!). Z drugiej strony mało... tłumaczenie papierów, prawo jazdy, szkolenie języka no i praca, która kradnie mi dni.
Co do pracy - niby fajnie, luźno, sympatycznie, ale oczywiście znów nie może być zbyt pięknie...
Pamiętam jak śmiałam się z pewnej informacji przeczytanej na internecie o tym, że córka premiera stała się ofiarą stalkera. Tak, to było mega zabawne póki sama nie stałam się ofiarą...
Z początku było to miłe być adorowaną, zwłaszcza, że mój prześladowca był miłym, inteligentnym, dość przystojnym chłopakiem. Potem zaczęło być niezręcznie.
Dziś się boję.
I pracujemy razem...
Póki co, nie panikuje i mam oczy dookoła głowy.
Trzymajcie kciuki aby rozeszło się po kościach. Chcę tylko spokojnie przepracować ostatnie 3 miesiące w Polsce a potem nic mnie już nie obchodzi. Wyjeżdżam z tego smutnego, żałosnego, paradoksalnego kraju.
Ale o tym następna notka. Rozpisałam się...

niedziela, 4 marca 2012

Wiosna...

Trochę zaniedbałam bloga choć w sumie piszę tu bardziej dla siebie niż dla innych, nawet nie chce mi się chodzić po blogach i poznawać ludzi...

U mnie wzloty i upadki.
Najważniejsze jednak, że z osobą na której zależy mi najbardziej na świecie wszystko na dobrej drodze...
Inni ludzie strasznie mnie zawodzą, co rusz rozczarowuję się ich postawą.
Jednak jestem tak pochłonięta swoją miłością, że nie mam czasu ani ochoty ich analizować a tym bardziej zamartwiać się.
Moim jedynym słusznym zamartwianiem się jest fakt, że nie widuję codziennie mojego Szczęścia...
Do czasu.

Mamy końcówkę dnia 4 marca... a 19 marca przylatuje On.
19 marca będę się pakować aby dzień później jechać do jego rodzinnego miasta na cały tydzień.
Kiedy o tym myślę to przepełnia mnie takie szczęście, że momentami chce mnie roznieść.
Mam już załatwiony urlop. Cały tydzień...
Tylko my...

Potem wróci, a wtedy nie wiem ile nie będę mogła Go zobaczyć. Zamieszkamy razem dopiero we wrześniu. W wakacje z pewnością jeszcze się spotkamy, ale czy wcześniej? Wątpię...
Jednak teraz o tym nie myślę.
Teraz odliczam czas do najbliższego spotkania...

Idzie wiosna.
Przepełnia mnie miłość.
Mam fajną pracę, otaczają mnie w niej świetni ludzie.
Szkoda tylko mi tych znajomych, którzy wydawali mi się bliscy... Nic na to nie poradzę. Chcą się bawić w głuchy telefon, proszę bardzo.
Odcinam się!

środa, 22 lutego 2012

Ulga.

Cóż..
Moja nocna nie przygoda minęła.
Czy była słuszna i w ogóle potrzebna? Nie wiem.
Pewnie nie...

Ja już taka jestem.
Cholernie emocjonalna i wrażliwa. [sic!]
Nie lubię cierpieć, ale bez cierpienia nie potrafiłabym żyć...

Sytuacja w której obecnie się znajduje jest dość mocno skomplikowana, choć uczuciowo jest jasno i klarownie.
A wygląda to mniej więcej tak:
Żyło sobie dwoje ludzi, z pozoru różnych, z totalnie innych światów.
Do tego dzieli ich 2.000 kilometrów.
Kiedyś tam poznali się w brudnych odmętach internetu.
Przy bliższej analizie okazuje się jednak, że są bratnimi duszami.
Oboje tkwią w dość mocno zwichrowanych związkach w których dość mocno się duszą. Uświadamiają to sobie boleśnie przy każdej wspólnej rozmowie.
Uzależnienie od rozmów. Oczywista przyjaźń.
Wszystko to nieplanowane, naturalne, oczywiste...
Pierwsze wspólne spotkanie w Manchesterze. Co robi ona? Zrywa. I czeka.
Drugie wspólne spotkanie w Rzeszowie. Co robi on? Zrywa.
Co robią dalej? Czekają...

Gdyby móc się spakować ot tak, i wyjechać za granicę...
Jak się jednak chce być dorosłym to trzeba twardo stąpać po ziemi i kierować swoim życiem z głową na karku. A ja już zbyt wiele błędów popełniłam. Zbyt wiele czasu zmarnowałam na wierne, ślepe oddanie dla faceta.
Nigdy więcej!
Mój nowy wybranek wydaje się inny. Tylko, że wcześniej też tak myślałam...

Enyway.


Załamanie emocjonalne minęło.
Trochę jeszcze powieka mi lata ale trzymam się nieźle.
(Nieźle mnie skurczybyk podpuścił! Ale chyba dałam się trochę podpuścić... I dobrze!)
Znów trzymam fason i wierzę.

Noc umilam sobie z Panią Czubaszek. Konkretnie książką "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Konkretna agentka i niezła aparatka. Uwielbiam takie kobiety.

Jutro mój pierwszy dzień pracy!
Mam na 15.30 więc mogę posiedzieć do rana.
Praca to moja nadzieja! (czyt. brak czasu na negatywne i destrukcyjne rozkminy.)

Mamy 22luty więc (o ile dobrze liczę a z matmy nigdy nie brylowałam) za 28 dni widzę się z człowiekiem, który nadaje ostatnio sens memu życiu.
Widzieć będziemy się kilka dni, więc zdążę jeszcze pomarudzić, pożalić i ukochać.
To jest to.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Bezsenność.

Próbowałam zasnąć, naprawdę.
Zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że leży obok.
Nie dotyka mnie, dlatego go nie czuje. Leży jednak na drugim końcu łóżka i jest tu.
Mój i tylko mój.

Mdli mnie.
Zawsze wymiotuje podczas silnych fal stresu.

Staram się myśleć pozytywnie.
Płaczę.
Nie mogę.

Powstrzymuje się aby nie napisać mu, jak bardzo mi źle. Jak to wszystko przeżywam. Jak ciężko mi zaufać. Jak ta sytuacja mnie przerasta. Zwłaszcza kiedy milczy...
Dlatego tu jestem. Dlatego to piszę.
Tu jest bezpieczniej. Wyrzucę z siebie wszystko, poczuje ulgę. A on nie będzie musiał się mną znów przejmować.
Nie chcę być nachalna, zaborcza, nieufna.
Pragnę aby czuł się prawdziwie kochany, aby czuł się wolny, spokojny.

Kocham straszliwie, całą sobą. Tylko tak potrafię kochać.
Dlatego teraz cierpię...

Biorę oddech. Uspokajam się.
Spazmatyczny histeryczny wdech i wydech.
Otwieram oczy, patrzę na ścianę i zaczyna kręcić mi się w głowie.

Wariuje z miłości, niepewności.
Tak, znów to przeżywam.
Znów umieram.

Gdyby tak móc pozbyć się tej nadmiernej wrażliwości...
Niestety.

Czuję metaliczny, słony smak w ustach.
Znów rozcięłam wargi przygryzając je.


Dość mocne zawieszenie.
Pustka w głowie.
Krew zaschła.
W głowie przestało wirować.

Spokój...


...a jutro obudzi mnie jego telefon i powie, że zasnął dość wcześnie i że mu się śniłam.